Wywiad z Przemysławem Mroczkiem

Przemysław Mroczek, redaktor naczelny pisma Karp Max, jest jednym z najbardziej znanych propagatorów nowoczesnego wędkarstwa karpiowego w Polsce. Karpie łowi od 30 lat. Jest autorem pierwszej w Polsce książki poświęconej wędkarstwu karpiowemu „Karp” , która ukazała się w 1997 roku. Od 1995 roku Przemysław Mroczek jest stałym współpracownikiem „Wiadomości Wędkarskich”, na łamach których zamieścił setki swoich artykułów, przyczyniając się do niezwykłego boomu karpiowego, który nastąpił w Polsce w ostatnich latach. Jako prezes „Polskiego Towarzystwa Karpiowego” był również pomysłodawcą i organizatorem pierwszych „Cypryniad PTK” które teraz znakomicie żyją własnym życiem, gromadząc setki entuzjastów karpiowania.
Co roku od 2001 r. jest również organizatorem „Karpiowego Pucharu Polski”. W 2003 roku ukazał się pierwszy numer „Karp Maxa”, specjalistycznego kwartalnika karpiowego, którego Przemek Mroczek do dzisiaj jest wydawca i redaktorem naczelnym. Ponadto jest on polskim korespondentem zachodnich pism karpiowych – angielskiego „Carp Talk” i „International Carper” oraz francuskiego „Media Carpe”

Zaprosiliśmy pana Przemka do krótkiej rozmowy na kartach naszej stronki :

1.   Jest pan współtwórcą znanej już karpiarzom w Polsce serii filmów „Na Karpie”, proszę nam wyjawić kulisy kręcenia filmów? Jak wygląda dzień na planie zdjęciowym? Czy wszystkie sceny są wyreżyserowane czy zdarzają się spontaniczne sytuacje?

Po pierwsze to ciężka i stresująca praca. Naturalnie wszystko odbywa się zgodnie ze scenariuszem, ale życie czasami zmusza do jego korekty, ze względu na warunki atmosferyczne, czy z braku brań karpi. To ostatnie jest najbardziej stresujące. Na planie zdjęciowym nie da się zachować ciszy i spokoju, co jak możecie się domyślić wpływa na to, że karpie szerokim łukiem omijają nasze łowisko. Dlatego zawsze staramy się jak najszybciej nakręcić wszystkie sceny z najważniejszymi tematami, żeby później mieć choć Jeden dzień na spokojną zasiadkę, bo przecież film bez ryb nie ma sensu. Wracając do scenariusza – podczas kręcenia jest on zazwyczaj modyfikowany, bo okazuje się, ze już na miejscu wpadamy na zupełnie nowe pomysły, o wiele lepsze niż te wymyślone za biurkiem. Za każdym razem jest to dla mnie bardzo stresujące zajęcie, mimo, że od 30 lat pracuję w mediach. A stres wynika właśnie z braku pewności co do zachowań ryb, a także z niepewności jak sprawdzą się zaproszeni goście. Dla kogoś kto jest po raz pierwszy przed kamerą to zazwyczaj traumatyczne przeżycie.

2.   Kiedy narodził się pomysł nakręcenia pierwszego filmu i kto był pomysłodawcą? Czy z góry było zaplanowane nakręcenie kilku części, czy może sukces pierwszej części przyczynił się do realizacji następnych?

Pomysłodawcą był Mariusz Kapuściński, który pracował w telewizji, miał własną firmę producencką, no i był karpiarzem. W 2005 r. zaproponował mi spotkanie podczas targów wędkarskich i po dłuższej rozmowie zdecydował się zaryzykować i nakręcić film o łowieniu karpi. To ryzyko wiązało się oczywiście z kosztami, które w przypadku profesjonalnej produkcji i post produkcji, tłoczenia fabrycznego, a nie kopiowania płyt domowym sposobem itp. są olbrzymie. Wiedzieliśmy, że pierwszy film karpiowy w Polsce musi być zrobiony na tyle dobrze, żeby mógł się sprzedawać, a my robić kolejne filmy. Tak też się stało. Z Mariuszem zrobiłem pierwszą bardzo udaną część „Na karpie”. Później zostałem ”podkupiony” przez inny zespół producencki, z którym nakręciłem 4 części „Na karpiowym szlaku”, żeby następnie powrócić do współpracy z Kapuścińskim, która trwa do dzisiaj.

3.   Proszę opowiedzieć jakieś dwie historie z planu filmowego taką którą Pan zapamiętał i miło wspomina i taką którą najchętniej wymazał by Pan z pamięci.

Miłych historii było co niemiara, ale opowiem zdarzenie, tylko pośrednio związane z filmem. Któregoś zimowego przedpołudnia zadzwonił w redakcji telefon. Miła pani spytała czy to pan Mroczek, ten sam, który występował w filmie kręconym w Dobczynie. Kiedy powiedziałem, że to ja, pani zwróciła się do mnie tymi słowy: „ pan jest ostatnią deską ratunku. W filmie przez chwilę siedzi pan pod takim zielonym parasolem. Ja muszę mieć taki parasol, proszę powiedzieć gdzie go można kupić?” – zupełnie zgłupiałem, bo skąd miałem pamiętać pod jakim parasolem siedziałem, więc mówię „szczerze mówiąc niezbyt pamiętam, to było 2 lata temu” – na to pani „pan musi mi powiedzieć, ja go muszę mieć. Ten film oglądałam z 5 razy i jak tylko pokazuje się ten parasol, to wiem, że dokładnie taki muszę mieć”. Jeszcze tego samego dnia kontaktowałem się z ekipą, z którą wówczas pracowałem, ale nikt nie pamiętał czyj to był parasol. Metodą dedukcji doszedłem, że musiał to był parasol Saengera, bo ta firma wówczas sponsorowała film. Zadzwoniłem do pani od parasola i podałem jej jaki to był model, ale czy rzeczywiście go kupiła, tego do dziś nie wiem.
Te wspomnienia, które najchętniej bym wymazał z pamięci? Chyba takich nie było, no może za wyjątkiem kręcenia filmu nad łowiskiem Kormoran. Nie dotyczyło to samych zdjęć, ale zachowania się właściciela, który w sposób bezczelny nie wywiązał się z umowy. Między innymi „dzięki temu” tego filmu nie ma w sprzedaży.

4.  Oglądając filmy ma się wrażenie że karpie są gotowe do współpracy, a jak to wygląda w rzeczywistości?

Już o tym wspominałem. Pewnie to tak wygląda, bo musi, ale czasami to jest zdecydowanie problem numer Jeden. W przypadku dwóch filmów musieliśmy robić dokrętki, czyli przyjeżdżać ponownie na zdjęcia, tylko po to, żeby pokazać hole karpi, których wcześniej w ogóle nie było. A każda taka dokrętka to dodatkowe koszty, nie mówiąc o tym, że trzeba zgrać wolny termin przynajmniej dla 3 osób, a to wcale nie jest takie proste. Mało tego, trzeba zgrać termin w miarę o tej samej porze roku, żeby zdjęcia z holi karpi nie różniły się tłem, wegetacją roślin od podstawowego materiału.

5.   Co by Pan doradził młodym karpiarzom i tym co chcą rozpocząć karpiową przygodę? Od czego trzeba zacząć?

Młodym karpiarzom radziłbym rozpoczęcie od wybrania się nad wodę, a nie od ślęczenia w Internecie. Najlepiej uczyć się na własnych błędach, a nie czytając steki bzdur wypisywanych na najrozmaitszych portalach. Mówię o tym z lekkim sarkazmem, ale prawda jest taka, że mądre teksty, na których można by polegać są w zdecydowanej mniejszości. Tak więc byle jaki sprzęt (celowo tak pisze, bo zaczynanie od uzbrajania się w drogi sprzęt jest dmuchaniem w gwizdek) i jak najwięcej czasu nad wodą. Obserwacja wody, jeszcze raz obserwacja i wyciąganie wniosków z tego co się zobaczyło. A jaka jest później satysfakcja, kiedy złowi się karpia samemu wypracowanego.

6.  Proszę powiedzieć co Pan sądzi o nowej stronie Carp Travel , prosimy  o komentarz i sugestie.

Mam nadzieje, że jak sugeruje nazwa strony, będziecie dużo podróżować, czego serdecznie Wam życzę, bo na świecie jest tyle pięknych miejsc, w których pływają karpie.



Redakcja Carp Travel bardzo dziękuje za rozmowę, życzymy dalszych sukcesów w karpiowym świecie i do zobaczenia nad wodą!



1 komentarz:

  1. Świetny wywiad, książka pana Mroczka ma swój klimat,i tak trzymać, czekamy na kolejną książkę:)tak samo filmy!

    OdpowiedzUsuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !