Trudna Woda


Jako, że jestem nowym członkiem teamu chciałbym się przedstawić i opisać jedną z moich sierpniowych zasiadek .
Nazywam się Piotr Kunecki i moja przygoda z karpiami a raczej z karpiowaniem rozpoczęła się 4 sezony temu. Moim ulubionym łowiskiem jest woda, której nazwy nie zdradzę ponieważ internet odwiedzają nie tylko karpiarze ale i „niechciani” na naszych miejscówkach pseudo wędkarze .
Artykuł będzie właśnie o tej wodzie i o zamieszkujących ją karpiach.
Łowisko jest bardzo bardzo wymagające ponieważ zielsko jest gęste i wychodzi pod samą powierzchnie, jakby tego było mało warstwa mułu nie rzadko przekracza 30 centymetrów, i o łowieniu z rzutu można tylko pomarzyć. Łowisko jest stosunkowo płytkie i do ciekawych miejscówek można dojść w woderach. Ponieważ na tym akwenie jest zakaz używania środków pływających trzeba przyjrzeć się tematowi tzw. „ WYNIOSKI „ (ale o szczegółach wynioski opowiem w innym artykule ) Miejsca na położenie zestawu wyszukuje się chodząc w woderach i patrząc pod nogi, oraz obstukując dno kijem . Między zieleniną porastającą zbiornik można znaleźć małe twarde placki wyjedzone przez ryby i to właśnie na tych plackach należy kłaść zestawy. Ponieważ są to naturalne miejsca w których karpie pobierają pokarm nie trzeba dużo nęcić i wystarczy worek pva i kilka kuleczek rozrzuconych dookoła.
Nad wodą zameldowałem się około godziny 2 w nocy i rozpocząłem ceremoniał rozbijania obozu oraz przygotowywania sprzętu . Około godziny 3.30 ubieram wodery i wchodzę do wody wynieść zestawy w miejsca wytypowane i nęcone kilka dni wcześniej . Skończywszy czynności związane z wyniesieniem zestawów wreszcie odetchnąłem przy kubku mocnej parzonej kawy , ku mojemu zdziwieniu noc była bardzo chłodna i wiał przenikliwy wiaterek który zmusił mnie do położenia się spać . Otulony w śpiwór już zamykałem oczy a tu nagle '' jedzieeeee '' szybko do kija i siedzi , mały bo mały około 3 do 4 kilo ale jest ( nie robiłem zdjęć tym maluszkom bo łowiłem ich tam już naprawdę sporo ) Myślę sobie dobry znak , trzeba ubierać wodery i do wody więc jak pomyślałem tak zrobiłem i zestaw leży na swoim miejscu, po pół godziny identyczna sytuacja jak opisana wyżej , ja w śpiworku a tu jedzieeeee, i znowu maluszek, no nic trzeba coś zmienić i skusić te większe, więc na włosie ląduje magiczna kuleczka własnej roboty.
Wreszcie chwila odpoczynku po tym chodzeniu z zestawami więc zmęczony idę lulu. Powiem, że tym razem się wyspałem. Budzi mnie piękna pogoda i godzina 9.00. Czas brać się na poważnie do karpiowej roboty, zalać kuleczki boosterem podsuszyć na słoneczku żeby zrobiła się chrupiąca boosterkowa skorupka .
Po podsuszeniu wrzucam do torby i heja z nowymi zestawami do wody .
Wracam zmęczony i biorę się za jedzonko tym razem nie dla karpi tylko dla mnie :)
Najedzony otwieram zimnego żywczyka i jedzieeee :) Ale byłem zdziwiony,  szczęśliwy czuję pulsujący ciężar i wiem że to już nie 3-4 kilo ale coś większego, nie myliłem się po kilkunastu minutach walki w zielsku w podbieraku ląduje 8 kilo szczęścia :) i tym razem nie robię zdjęcia bo zaczyna padać a ja jestem sam jak palec, brak statywu do aparatu, buzial i papa. Obiecałem sobie    że kolejnemu robię fotkę bez względu na wagę . Przestało padać więc spadam wynieść zestaw.
W ciągu następnych paru godzin notuję 3 spinki w zielsku w tym jeden był z tych 10 + .
Zły na siebie mruczę pod nosem „ nie chciałeś robić fotek to teraz masz pustą kartę pamięci i nerw  na te spinki „ ale co mi tam niosę kolejny zestaw w woderach po zamulonym i zarośniętym zbiorniku, z każdym krokiem nogi stają się coraz cięższe ale jakoś daje radę :) Siadam, żywczyk, drugi, trzeci, drzemka. Budzi mnie głośne piiiiiiiiiiii, sam do siebie mruczę , że tym razem dam radę go wyciągnąć. Udało się piękna rybka na macie :
Wracam do gry pomyślałem :) Ryba do wody a ja szykuję się do kolejnej wieczornej wynioski .
Idę  wynieść, mówię sam do siebie a w duszy myślę kolejny ''spacer farmera''. No nic mus to mus, poszedłem, zostawiłem, zasypiam. Budzę się wyspany jak młody bóg i nie wiem co się stało ale jak nigdy cała noc przespana a na sikorku 10.00 rano. No cóż siły zregenerowane, więc trzeba   zwinąć zestawy wlec te coraz cięższe worki pva na miejscówkę :) Opłacało się, po niespełna 40 minutach 10 kg szczęścia melduję się na macie :
Kolejna mozolna praca przy wynoszeniu i kolejne brania karpiowej młodzieży:
Idę wreszcie spać. Budzę się wyspany i zadowolony, że mi dały maluszki odpocząć, pełen sił i wiary w kolejne brania postanowiłem na jeden zestaw posłać dodatkową porcję zanęty ale już nie wynosząc tylko wyrzucając za pomocą tego wynalazku :
Rozbieg, zamach i kolejne kule lecą jak opętane na markera ( nie spodziewałem się takiej celności po tej łyżce )
Po donęceniu i odpoczynku na macie wylądował kolejny przedstawiciel podstawówki karpiowej :
Zaczynam już myśleć o powrocie do domu, do żony i córeczki, a tu nagle potężny odjazd, łapię kij i walczę,  niestety w pewnym momencie żyłka główna strzela jak nitka. Trudno, wkurzony jak cholera na przetartą żyłkę zbieram klamoty i szykuję się do powrotu. Doławiam jeszcze najmniejszego karpika jakiego kiedykolwiek złowiłem ( 30 cm ) i żegnam się z moją ukochaną wodą . Niedługo tu wrócę i powalczymy dalej .

autor: Piotr Kunecki




2 komentarze:

  1. Gratuluje ładnych karpi z trudnej wody:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo Piotrek!!! Gratki za udaną zasiadkę no i oczywiście witamy w klubie ;)

    OdpowiedzUsuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !