Majówka


Odliczanie rozpoczęte : poniedziałek = praca, wtorek = praca , środa = czas dla rodzinki.
Nadszedł długo oczekiwany czwartek a wraz z nim MAJOWA ZASIADKA nad moją ulubioną wodą.
O godzinie 16.00 melduje się na moim ukochanym stanowisku, na które muszę cały karpiowy majdan wieźć wózkiem 600 metrów przez gęsty las, żaden problem sprzęt na wózek i rura :)
Spocony, zziajany ale szczęśliwy dojeżdżam a raczej dopycham resztkami sił taczkę elektrostatyka na miejsce. Otwieram piwko i biorę się do ulubionej pracy związanej z rozbiciem obozowiska i położeniu zestawów w wcześniej przygotowywanych i znanych mi już miejscówkach. Jest godzina 19.00 i wszystko już gotowe, namiot rozbity:
zestawy w odpowiednich (moim zdaniem ) miejscówkach:
ostatnia chwila przemyśleń przy kijach i biorę się za grila
Po obfitej kolacji zmęczony ale szczęśliwy kładę się spać. Niestety w nocy przychodzi załamanie pogody i zamiast pisków sygnalizatorów budzi mnie deszcz, którego wielkie krople walą o namiot jakby ktoś mi wbijał szpilki w głowę. Jak się później okazało przez całą noc i cały dzień lało niemiłosiernie i nawet nie udało się wyjść z namiotu i zwinąć zestawów . W piątek około 20.00 przestało wreszcie padać więc można było zabrać się do pracy, porcja zanęty gotowa, zestawy wymienione więc czekam na tak bardzo upragnione branie. Niestety w nocy doczekałem się tylko kilku pisków sygnałka. Wstaje w sobotę dosyć późno gdyż musiałem odespać poprzednią ulewną noc i dzień. Sobota wita mnie pięknym słońcem i ciepełkiem. Jest godzina 11.00 nagle zza dróżki w lesie wyłania się jakaś postać z białym jak śnieg wózkiem, wtedy już wiedziałem że odwiedziła mnie żona z córeczką.
Miła niespodzianka na 27 urodziny :)
Moja mała gwiazda Marysia upodobała sobie moje łóżko i wpatrywała się w wodę jak zahipnotyzowana . 

Nawet próbowała mi pokazać w które miejsce mam przenieść jeden zestaw żeby wreszcie mieć upragnione branie:) 

Jak się później okazało to nie byli jedyni goście jacy odwiedzili mnie tego pięknego słonecznego dnia. Około godziny 16.00 na mojej miejscówce z lasu wychodzi a raczej wypada ekipa naszych przyjaciół którzy postanowili zrobić mi prezent urodzinowy i wpadli z piwkiem na chwilę pogada.
Ponieważ około godziny 18.00 zaczęło robić się trochę chłodniej wszyscy pojechali do domu a ja mogłem zabrać się za zmianę zestawów. Tak jak Marysia pokazała na jednym ze zdjęć przeniosłem zestaw na głębszą wodę i to okazał się być strzał w przysłowiową dziesiątkę, około 4 nad ranem budzi mnie piękny odjazd i szczęśliwie udaje mi się wyholować pierwszego karpia w tym sezonie.
Po szybkiej sesji zdjęciowej ryba wraca z powrotem do wody:
 
Jakość ostatniego zdjęcia nie jest zbyt ciekawa ale tak to jest na samotnych zasiadkach że nie zawsze wszystko wychodzi idealnie :)
Nadeszła znienawidzona niedziela i czas na pakowanie i powrót do domu. Wyjazd mimo ze tylko z jedną rybą okazał się udany i pełen miłych niespodzianek .


Autor: Piotr Kunecki



4 komentarze:

  1. Piękny karp, gratki Piotrek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) Wreszcie się doczekałem w tym sezonie :) Teraz Twoja kolej !

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny gruby misio :) Gratulacje Piotrek. Ile ważył jeśli można wiedzieć? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 13,2 kg , rok temu ten sam ważył dokładnie 2 kilo mniej więc wydaje mi się że przyrost spory ale to dlatego że był przed tarłem :)

      Usuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !