Styczniowa zasiadka - Michał Kowalski



         Sezon zakończyłem dość późno, bo pod koniec listopada. Jednak niespełna miesiąc po odłożeniu wędek do szafy zapragnąłem ponownego dźwięku sygnalizatorów i widoku karpiówek, wśród otaczającej przyrody. Noworoczna prognoza pogody wywołała w mojej głowie plany styczniowej zasiadki, którą zaplanowałem od 6-go do 9-go. Szybka namowa mojego stałego towarzysza (ojca), wizyta w sklepie wędkarskim celem uzupełnienia deficytu w akcesoriach i pakujemy walizki. Przed południem rozłożyliśmy namiot i zabrałem sie do przygotowywania zastawów. Z uwagi na nietypowe warunki, taktyka którą zaplanowałem znacząco różniła się od stosowanej w zeszłym sezonie. 
   Z racji, że byłem jedynym wędkarzem na łowisku, każdy z trzech zestawów postanowiłem ulokować w innej części zbiornika. Pierwszą wędkę umieściłem na płytkiej wodzie , tuż przy krzewie pochylonym nad lustrem wody. Drugą natomiast na środku przepływu, który jest najgłębszym miejscem łowiska. O tej porze roku, przy ujemnych nocnych temperaturach również najcieplejszym. Na trzeci zestaw założyłem niezawodną SK30 (która pomogła mi wygrać jesienne zawody na tym zbiorniku) i kiełbaskę PVA z drobnym pelletem oraz pokruszonymi kulkami. Położyłem go na tzw. Vip-owskim sektorze znajdującym się na głębszej części drugiego brzegu.
    Pierwsze branie nastąpiło po 19h z płytkiego blatu pod krzakiem. Ciepły poranek ze sprzyjającym południowym wiatrem obdarzył mnie pierwszym w życiu styczniowym cyprinusem.
 
(Dwa ziarna gotowanej kukurydzy podniesionej pianką na łamańcu z D-rigiem przyniosły oczekiwany rezultat) 
    Pomimo ujemnej temperatury, nocną ciszę ponownie przerwał dźwięk centralki. Leżący niespełna 30h zestaw zaowocował kolejną sztuką udowadniając, że złowienie karpia zimową porą nie jest przypadkiem.

 
(Dokładne poznanie dna i odpowiednia prezentacja przynęty musi wynagrodzić. Tym razem Blow Back Rig na długim przyponie z miękkiej plecionki)

         Lód na wędkach, grzane piwko w namiocie - to jest to :) Poranna aura i widok zamarzniętego do połowy łowiska nie sprzyjała naszemu zadowoleniu. Po chwili przemyśleń zmieniam taktykę i przerzucam wszystkie zestawy w głębszą strefę. W trakcie oczekiwania na kolejne branie czas umilamy sobie kiełbaską z ogniska. Wieczorem wzmógł się niepokojąco silny wiatr. Schowaliśmy się więc do namiotu w celu przeczekania wichury, a tam czekała nas dyskoteka poprzez nieustannie grającą centralkę. Miałem obawy co do brolly i cienkich wbitych śledzi, lecz żadna siła nie wygnała by mnie wtedy na zewnątrz. Nie lada odwagą było wyjście gdy zamilkła centralka, ku moim obawą rod pod leżał wraz z wędkami w trawie. Podnosząc go i wyłączając bezsensownie grające sygnalizatory ujrzałem pusty plac na którym jeszcze godzinę temu stało brolly.
Pomimo pełnej przygód, prawie nieprzespanej nocy poranek przyniósł nadzieję. Na siatce 200m dalej ujrzeliśmy całe i nie podarte brolly. Brak śladów lodu i ciepłe słoneczne promienie skusiły mnie by powrócić do taktyki obranej pierwszego dnia. Zwisający nad lustrem wody krzak znowu powitała kukurydza w towarzystwie punktowo podanej pelletowej zupki.
Nadszedł moment którego karpiarze nie lubią najbardziej, pakowanie sprzętu i zwijanie wędek. Podczas ściągania drugiego zestawu poczułem opór. Okazało się , iż zacięta jakiś czas temu ryba stała pokornie nie sygnalizując brania.


 
(A tak ,podczas zwijania zestawów. Ponownie kukurydza z zupką)

Czas trwania zasiadki zaplanowaliśmy idealnie, gdyż kolejne dni przyniosły ochłodzenie i ujemne ,również dzienne temperatury. Pora na schowanie sprzętu do szafy i wyczekiwanie na słoneczną wczesną wiosnę.


(To co w tej naszej chorobie jest najpiękniejsze, ten moment...
Bo pasją się żyje, a nie pożywia)

 Michał Kowalski


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !