Jesienny weekend na nowej wodzie


Postanowiliśmy z moim wieloletnim kolegą Danielem, poszukać ciekawej, nowej dla nas wody, w poszukiwaniu karpia. Chcieliśmy znaleźć wodę, na której będziemy mogli popracować cały przyszły sezon. Poświeciliśmy cały weekend na jeżdżenie po różnych zbiornikach, były w tym kanały, stare koryta rzek, jeziora, ale gdy przyjechaliśmy nad pewną żwirownie po chwili wiedzieliśmy, że to jest to!

Nie zastanawiając się długo objechaliśmy cały zbiornik w poszukiwaniu miejsca, w którym będziemy łowić. Po paru godzinach przebijania się przez gęsto zarośniętą linie brzegową znaleźliśmy ciekawe miejsce, z brzegu wyglądało przepięknie, lecz nie wiedzieliśmy jak wygląda dno, czy znajdziemy jakieś górki, bądź wypłycenia?  Po chwili spędzonej nad wodą musieliśmy wracać do domu, lecz woda ta, nie dała nam spokoju Kolejnego dnia spakowaliśmy ponton i echosondę i znów jedziemy, tym razem z zamiarem dokładnego wysondowania zbiornika. 
 



Jesteśmy nad żwirownią, ponton nadmuchany, echo zamontowane i ruszamy na wodę. Mamy do opłynięcia ok 98h. Pływamy już dość długo i nic, żadnych górek i woda głęboka od 8 m do 13 m, nasze nadzieje na łowienie spadają, ale nie poddajemy się i szukamy dalej.




Po kolejnej godzinie wracamy na brzeg i po drodze spotyka nas bardzo miła niespodzianka - mamy górkę!  która wychodzi z 8 m na 4 m i jest dość duża. Nie zastanawiając się stawiamy markera i nęcimy.

Nasze miejsce zanęcone, spływamy do brzegu i postanawiamy nęcić przez dwa tygodnie co dwa dni. Nasz plan przebiega pomyślnie, systematycznie nęcimy z nadzieją ze to przyciągnie nasze wymarzone miśki.

I w końcu nadchodzi nasz weekend i wypad na żwirownie, z którą wiążemy wielkie nadzieje. Lecz zdajemy sobie sprawę z tego, że weekend to za mało by liczyć na zadowalające efekty, ale mamy nadzieje że coś zawita na naszej macie.

Jesteśmy już na miejscu, żwirownia wita nas piękną pogodą.


Po chwili, nasz mały karpiowy obóz jest już gotowy, wędki rozłożone i czas montowania zestawów. Zastanawiamy jak możemy przechytrzyć miśki i na jakie przynęty mamy łowić. Decyzja już podjęta - jeden zestaw ląduje w wodzie z kuleczka PROFESS o smaku Krab Królewski, a na drugi zestaw zakładam kukurydzę podbitą jedną pływającą kukurydzą. 




Zestawy w wodzie, teraz czekamy z niecierpliwością na pierwsze branie. 

 
Mijają kolejne godziny bez brania, ale nie poddajemy się i czekamy dalej. Zastanawiamy się, co możemy jeszcze zrobić by zachęcić rybki do współpracy, i czy wogule są tu karpie? jeśli tak to jakie? ile ? mnóstwo pytań bez odpowiedzi, wyobraźnia działa, ale to jeszcze bardziej nas motywuje i mobilizuje, postanawiam zmienić zestaw, tym razem spróbujemy na kulki własnej roboty na bazie komponentów PROFESS.



Zbliża się noc, zestawy mamy już przewiezione i zostają do rana, liczymy na to że podczas nocy obudzi nas dźwięk centralki. Przyszła pora wypić ciepła herbatkę i po raz kolejny myśleć nad sposobem na nasze karpiki, jak je przechytrzyć ?



Jeszcze chwila spędzona przy wędkach z oczekiwaniem na jakieś zainteresowanie naszymi zestawami ze strony miśków. Nadzieja wciąż jest...





Nocka przebiegała bardzo spokojnie, kładliśmy się z myślą, że w końcu zobaczymy rybkę na naszej macie. Następnego poranka, dzień  wita nas mgłą unoszącą się nad wodą z lekko przebijającym się słońcem z za chmur, jest pięknie.



Po porannej kawie i śniadanku postanawiam trochę popływać i poznać jeszcze lepiej naszą żwirownie, która naprawdę jest bardzo piękna.




Postanowiłem położyć jeden zestaw obok zatopionych drzew licząc na to że nasze rybki będą szukały schronienia między zatopionymi gałęziami i skuszą się na nasze przysmaki.

Niestety nasz krótki wypad pomału dobiegał końca, pogoda była piękna aż się nie chciało wierzyć że to październik. Mieliśmy wielkie nadzieje związane z tą woda, liczyliśmy na jakieś rybki, lecz ten weekend spędzony nad tą wodą jeszcze bardziej nas zmotywował do kolejnych zasiadek, postanowiliśmy poszukać innych miejsc i na wiosnę zasiąść na co najmniej tydzień. Oboje jesteśmy zdania że ta woda kryje nasze nowe PB i postaramy się o to, by zobaczyć dzikiego karpia z naszej żwirowni...ale jeszcze nie teraz,  następnym razem...

Z karpiowym pozdrowieniem 
Jacek Morkisz - Carp Travel Team 



1 komentarz:

  1. Jacek, takie zasiadki są najlepsze - zawsze motywują do dalszych wyjazdów :)

    OdpowiedzUsuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !