Rybnickie Morze

Zakończenie sezonu 2014 i rozpoczęcie 2015 na jednej zasiadce

Na początku grudnia, widząc jaką mamy pogodę, wspólnie z  Danielem wybraliśmy się na  na Elektrownie Rybnik w poszukiwaniu sylwestrowego karpia. Pogoda zachęcała temperatury w dzień dochodziły do 5 °C, a w nocy nie było przymrozków, więc po krótkiej rozmowie nie wiele myśląc zadzwoniliśmy zarezerwować sobie stanowiska na zrzucie ciepłej wody. Wybraliśmy stanowiska 8 i 9, wiec najważniejsza sprawa już załatwiona. Upływają kolejne dni, coraz bliżej do naszego pierwszego sylwestra spędzonego nad wodą, wykonujemy dziennie po parę telefonów do siebie obmyślając taktykę, snując plan i strategie... wieczorami spotykamy się i sprawdzamy sprzęt, wiążemy nowe zestawy i wszystko skrupulatnie sprawdzamy by przypadkiem sprzęt nas nie zawiódł. Teraz pora przysmaków, by zachęcić nasze Rybnickie karpie do posmakowania kuleczek na naszych włosach, nie będzie to łatwe, karpie zawsze najpierw wybiorą naturalny pokarm występujący w zbiorniku, ale trzeba spróbować, zmienić ich decyzje -  jedną wędkę kładę na słodko a druga na smroda. Na słodkim włosie wylądowały kuleczki PROFESS o smaku truskawki, zasypane słodkim pelletem PROFESS Multi Impuls.

Na naszym smrodzie również kulasy PROFESS o smaku Świeżej kałamarnicy i Kraba Królewskiego, zasypane peletem PROFESS o smaku halibuta i kałamarnicy.


Nasz karpiowa kuchnia gotowa, jeszcze tylko doprawienie kukurydzy i będziemy gotowi na naszą zimową zasiadkę. Parę dni przed wyjazdem temperatura zaczyna dość szybko spadać, oboje sprawdzamy pogodę na ostatnie dni roku i nowy rok, wygląda na to że nam troszkę przymrozi, ale nie zrażamy się, o to właśnie chodziło! Dzień przed wyjazdem postanawiamy się spakować by już w dzień wyjazdu nie tracić czasu. Wieczorem na termometrze -13 °C ! Oboje się zastanawiamy czy jechać w taki mróz ? Lecz to nie trwało zbyt długo, decyzja podjęta kończymy sezon 2014 i zaczynamy nowy 2015 na jednej zasiadce!!  Nadszedł dzień wyjazdu o 10 wyjazd z domu, całą drogę rozmawiamy na temat Rybnika i różnych naszych wspólnych przygód związanych z naszą pasją. Wreszcie jesteśmy na miejscu, szybko jedziemy wykupić wkładki i wracamy na nasze stanowiska. Szybko rozkładamy nasz majdan i ruszamy na wodę,  poszukać jakiegoś fajnego miejsca do położenia naszych zestawów. Więc wskakuje na ponton i szukam miejscówki ... to co widzę nie zachęca, temperatura wody 10 °C myślę sobie coś nie tak, czy to na pewno Rybnik ? Ale szukam dalej temperatura czasem 11 °C miejscami 8 °C, ale znalazłem fajną miejscówkę stawiam marker i wracam na brzeg. Zestawy już gotowe, wkładam do łódki zasypuje pelletem i kukurydzą, troszkę polewam boosterem i wywozimy łódeczką pod marker.  Po chwili moje zestawy już w wodzie, gdy ja woziłem zestawy Daniel w tym czasie jeszcze szukał miejscówki.


Po skrupulatnych przygotowaniach mamy oboje zestawy w wodzie, teraz możemy spokojnie zasiąść w namiocie, napić się piwka i odpocząć...


Po całym dniu spędzonym na zrzucie coś nam nie pasuje? Przez cały dzień nie widzimy by elektrownia zrzucała ciepłą wodę, woda delikatnie paruje przy temperaturze -5 °C przy samym zrzucie. 


Nadchodzi koniec dnia, woda dalej zimna,  to nie zniechęca, idziemy wieczorem do sąsiadów ze stanowiska 4 i 5. Razem spędzamy tę zimową noc nad Rybnikiem, każdy z nas czeka na blask swojej centralki i dźwięk wywijanej żyłki ze szpuli.


Noc mija spokojnie, posiedzieliśmy z sąsiadami parę godzin przy rozmowach o karpiach i odwiedzanych przez nas łowiskach, analizujemy sytuację nad wodą... dochodzimy do wspólnego wniosku, że woda jest za zimna i ryba raczej minimalnie żeruje.

Kolejnego dnia budzi nas lekki mrozik, wychodzimy z namiotu a nasze wędki są całe oblodzone, to piękny widok. Brzegi przy wodzie pokrywa lód, klimat naszej zasiadki jest rewelacyjny inny niż zawsze !



Nad ranem odwiedza nas mały kolega, którego karmiliśmy kukurydzą.


Dzień, jak i noc, mija spokojnie bez żadnego zainteresowania naszymi zestawami, zarówno u nas jak i chyba na całej wodzie, totalna cisza. Delikatnie donęcamy nasze miejscówki parę razy w ciągu dnia, lecz to nie daje efektu i dalej czekamy na noworocznego karpia. W międzyczasie na stanowisku 3 rozkłada się kolejny karpiarz, który ku naszemu zdziwieniu nie wywozi zestawu, tylko rzuca z brzegu i nęci kobrą. I to chyba był strzał w dziesiątkę, przy niskim stanie wody na zbiorniku. Po godzinie widzę że walczy już z rybą !! Podbiegam do niego, pomagam mu podebrać karpia pełnołuskiego  7-8 kg, po chwili  okazuje się że to nie Polak tylko Anglik Leigh Sinnott który przyjechał na święta do Polski.


Nasza wspólna przygoda z tym karpiem pozwoliła nam na wyminę słów i porozmawianie o naszej wspólnej pasji. Leigh Sinnott okazał się bardzo miłą i ciekawą osobą z bogatym doświadczeniem karpiowym. Po chwili siedzieliśmy razem w namiocie i wymienialiśmy się poglądami na temat łowienia karpi w Anglii i w Polsce. Wspólna pasja łączy ludzi, tematów karpiowych zawsze jest pod dostatkiem.

Ostatniego dnia naszej zasiadki obudził nas bardzo mocny wiatr, który nie ułatwiał nam dość trudnych warunków nad woda. Po chwili pojawiły się duże fale, które kończyły się bałwanami. Wiatr był tak mocny, że gdybyśmy nie przywiązali naszych stojaków już dawno  leżały by na ziemi. Wtedy wiedzieliśmy, że już nie wypłyniemy naszą  łódką i nasze zestawy muszą zostać  do końca.
Ten zimowy wypad na Rybnik uważamy za bardzo udany,  niestety bez karpia na macie, ale to bez znaczenia, ryby to dodatek do całej otoczki, która panuje wokół nas podczas takich zasiadek. Poznaliśmy nowych, bardzo ciekawych ludzi, nowe doświadczenia jak i również, poznaliśmy całkiem inny klimat zasiadek do których jesteśmy przyzwyczajeni. Na pewno nie raz tu wrócimy, bogatsi w doświadczenia które z pewnością wykorzystamy do przechytrzenia Rybnickich potworów !


 Niestety, nie wszystko jest do końca tak piękne na Rybniku, przepełnione kosze na śmieci które już dawno nie były opróżniane, przy wietrze śmieci  walają się po całym brzegu, zawsze jakaś część tych śmieci ląduje w wodzie. Nie ładnie to wygląda...  wstyd, bo przecież przyjeżdżają tu ludzie z całej Polski i nie tylko. Najlepszym i najprostszym rozwiązanie takich problemów, jest po prostu zabieranie wszystkiego co przywieźliśmy nad wodę z powrotem ze sobą... do czego wszystkich zachęcam.




Z karpiowym pozdrowieniem

Jacek Morkisz Carp Travel Team


4 komentarze:

  1. Fajna relacja, z klimatem, zimowa przygoda to zupełnie inna sprawa niż letnie leniuchowanie nad wodą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zasiadka bardzo udana!!!!!! polecam wszystkim zimowe zasiadki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Konkretnie napisany art. Gratuluje wytrwałości Jacku i życzę następnym razem jakiegoś maluszka (20+) !

    OdpowiedzUsuń
  4. Super napisane !! czyta się bardzo przyjemnie :) A karpie przyjdą prędzej czy później :)

    OdpowiedzUsuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !