Żwirownia

Maj, to ten miesiąc w roku, w którym zdecydowanie najwięcej karpiarzy wybiera się na dłuższe kilkudniowe zasiadki, po chłodnej wiośnie przychodzi czas na błogie karpiowanie w zielonej scenerii z dużą ilością słonecznej pogody. Również i ja postanowiłem zawitać na mojej ulubionej żwirowni. W związku z tym, że woda ta jest dość głęboka, wczesna wiosna nie była dobrym okresem na szukanie tam karpi. Ale początek maja to dobry okres na spróbowanie sił w tej dużej głębokiej wodzie, tym bardziej iż woda jest urozmaicona w liczne podwodne górki i wyspę i w takich miejscach postanowiłem spróbować poszukać majowych ryb.


Łowisko otworzyłem pelletami i ziarnem, pellety raczej drobne, trochę kukurydzy i oczywiście kulki - całe ale te mniejsze 16mm  i pokruszone. Wszystko lubię zasypywać zanętą HPB dla lepszego efektu smużenia - to niedrogi sposób na szybsze ściągniecie karpia w łowisko. Przez kilka sezonów zdążyłem poznać już tę wodę i wiem, że zazwyczaj pierwsze karpie pojawiały się po pierwszej dobie od zanęcania, jeśli dobrze żerowały i weszły w zanętę, we wcześniej dobrze przygotowane miejsca, a mam ich zawsze trzy w różnych głębokościach,  to można było liczyć na dobre efekty i kilka ładnych karpi na macie.


 Jeśli po pierwszej dobie była cisza i druga, trzecia doba to samo, to znak że trzeba poczekać, bo sypanie kolejnych kilogramów w wodę w której ryba nie pobiera pokarmu z wyżej sobie niewiadomych powodów, jest bezcelowe. Aczkolwiek tym razem pierwsza ryba zawitała na matę w pierwszą dobę - to był dobry znak. 


Na kolejne ryby nie trzeba było długo czekać, z kolejnego miejsca karp połakomił się na bałwanka, Kałamarnica z Krabem fluo Profess. Z moich dwóch pozostałych miejsc również karpie zbierały kulki i udało się kilka wyjąć na matę.





Czas na zasiadce zazwyczaj mija szybciej niż w pracy, ale nastrój z powody bardzo dobrej pogody dopisywał, tym bardziej, iż na macie wylądował ciekawy przyłów w postacie jesiotra, jakich pływa w tej wodzie kilkanaście. Hol tej ryby wyskakującej ponad powierzchnię wody jest bardzo widowiskowy i emocjonujący. 


W łowisku w którym ryba intensywnie żeruje nie może zabraknąć zanęty, także po każdej rybie dorzucałem małe wiaderko mieszanki przysmaków karpiowych.


Do końca zasiadki udało się jeszcze złowić kilka karpi, w tym pięknego łuskacza 15,5 kg !! z tej trudnej wody, taka ryba to naprawdę wielka radość. Wszystkie rybki w dobrej kondycji jak zawsze wróciły do wody, może za rok znów trafią na moją matę - oby tak się stało :)



Przemysław Pająk
Carp Travel Team








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !