Tam nas jeszcze nie było – Jezioro Smolno


Zacznę od tego, że zdecydowanie nie mogę określić się mianem weterana karpiowania, ale wędkarstwo to jest to, co kocham i robię to odkąd tylko pamiętam. Jednak od kilku lat cały swój wolny czas poświęcam tylko tej selektywnej metodzie połowu jakże pięknych i tajemniczych karpi. Ilość zasiadek jakie odbywam regularnie od kilku lat pozwoliła mi wykształcić swój swoisty rytuał, który powtarzam każdorazowo, gdy udaję się nad wodę. Oczywiście nie twierdzę, że każda zasiadka polega na odtwarzaniu tych samych czynności, jednakże bezapelacyjnie karpiowanie od początku do końca mogę podzielić na część odtwarzalną i tą posiadającą nowe elementy. Dla mnie właśnie te nowe i tajemnicze detale to jest to co ciągnie mnie nad wodę, wodę której jeszcze nie miałem okazji poznać, wodę nad której brzegiem jeszcze nigdy nie byłem. Co więcej każdy zbiornik jest inny, każde miejsce nad wodą jest inne, codziennie są inne warunku pogodowe, możemy znajdować się w różnym nastroju oraz karpie mogą wykazywać większa lub mniejszą aktywność w żerowaniu. Postaram się na przykładzie największej dla mnie przygody karpiowej zaplanowanej na ten rok opisać te 2 części mojego karpiowania, a więc „tam nas jeszcze nie było – Jezioro Smolno”. 


Każda zasiadka wymaga przygotowania. Zawsze zaczynam od wstępnego poznania wody, nad którą chce się udać. Dla mnie oznacza to tylko jedno – rekonesans. Jest to pierwsza rzecz, którą wykonuje podczas planowania jakiejkolwiek zasiadki. Tym razem wymagało to większych nakładów niż zwykle, ponieważ Smolno położone jest w znaczniej odległości od mojego miejsca zamieszkania. Po przybyciu na miejsce wraz z Przemkiem, naszym oczom ukazała się niezwykle urokliwa woda, której widok rekompensował każdy przejechany kilometr. Jezioro położone w samym środku lasu, całkowita cisza i jedyne co nas otacza to natura. Śmiało mogę stwierdzić, że dawno nie widziałem tak idealnego miejsca, w którym chciałbym spędzić cały tydzień bez prądu i bieżącej wody. To było to. 



Przy pierwszym rzucie oka na wodę już było widać kilka idealnych miejsc, w których można by pokusić się o położenie zestawu. Wszelakiego rodzaju zatoczki utworzone z trzcinowisk, place grążeli, powalone drzewa, pozostałości po starych pomostach czy drzewa zwisające prosto nad lustrem wody.Po obejściu wody dookoła i wstępnym wyborze stanowiska wiedziałem już mniej więcej czego będę potrzebował, ponieważ właśnie sprzęt jest kolejnych elementem, którego nie mogę pominąć w planowaniu zasiadek. Dostęp do stanowiska możliwy jest tylko poprzez przeprawę. Na szczęście na miejscu gospodarz dysponuje łódką, którą mogliśmy przeprawić się wspólne z Przemkiem, natomiast nasze pontony mogły wystąpić w roli przyczep tragażowych. Zdecydowanie najwygodniejszym sposobem lokowania zestawów w tak trudnych technicznie miejscach jakie widzieliśmy jest punktowe położenie zestawu bezpośrednio z pontonu. Oczywiste jest, że przy braniu z takiego miejsca najwygodniejsze są krótkie wędziska, dlatego postanowiłem spakować miękkie 10 stopowe kije. 


Kolejnym bardzo ważnym elementem jest czas kiedy dana zasiadka się odbędzie. Od miesiąca, w którym udam się nad wodę uzależniam wybór wielkości i rodzaju kulek jaki zabieram ze sobą na zasiadkę oraz wybór sposobu nęcenia. Tym razem jednak nie było to dla mnie najistotniejsze. Jezioro Smolno to woda bardzo bogata w naturalny pokarm karpi taki jak np. ślimaki i raki, dlatego postanowiłem postawić na typowy mięsny i śmierdzący zapach od Profess czyli Krab Japoński. Unikając monotonii, na jeden z zestawów wybrałem nową serię Profess Spicy Instinct AMIGO, a więc połączenie kozieradki i mandarynki, wg mnie idealne w sierpniu, bo właśnie wtedy mieliśmy stawić się nad brzegiem jeziora Smolno, w samym środku pojezierza wałeckiego. 



Czas do dnia, w którym razem z Przemkiem udaliśmy się rozpocząć naszą przygodę minął bardzo szybko. Ciekawi tego, jak od naszej ostatniej wizyty zmieniło się jezioro, w końcu dotarliśmy na miejsce. Od tego momentu miało rozpocząć się to co najbardziej lubię w karpiowaniu, czyli odkrywanie nieznanego i wykorzystanie całych swoich sił i doświadczenia, aby jak najlepiej dostosować się do obecnie panujących warunków nad wodą i zrealizować postawiony sobie cel jakim jest karp z wody, na której jeszcze nie łowiłem. 


Szybka przeprawa na nasz pomost, na którym mieliśmy spędzić najbliższe 6 dni. Pierwszym charakterystycznym elementem dla zasiadek nad jeziorem Smolno jest możliwość noclegu w wielkim wojskowym namiocie, który ulokowany jest na drewnianej platformie. Muszę przyznać, że jest to bardzo przyjemna alternatywa do mojego standardowego namiotu karpiowego. Po wypakowaniu sprzętu z pontonów przyszedł czas na to co lubię najbardziej czyli poznawanie tego co znajduje się poniżej lustra wody. Wiedza, o tym z jakim dnem mamy do czynienia, jaką temperaturę ma obecnie woda, możliwość bezpośredniego zbadania miejsc położenia zestawów to jest to co zwyczajowo nazywam odkrywaniem wody. Jest to zdecydowanie najciekawszy i niepowtarzalny element każdej zasiadki. Ukształtowanie zbiornika pozwoliło nam na znalezienie kilkunastu potencjalnie idealnych miejsc żerowania karpi. Pomimo tego, że oboje mieliśmy do dyspozycji łącznie 6 wędek, nie było możliwości sprawdzenia każdej z nich, więc ja postawiłem na wizualnie idealną zatokę o głębokości około 3 metrów z twardym dnem, na którym znajdował się tylko lekki namułek. Kolejny zestaw powędrował w okolice zatopionego starego pomostu, o którego obecności świadczył tylko jeden pal wystający z wody. Ostatnie miejsce, w którym pokładałem największe nadzieje to kilka zwalonych po sobie drzew, między którymi porastały pojedyncze grążele, a przy głębokości około 1,5 metra na dnie było widać idealnie czyste place z piasku. 



W pierwszą noc Przemkowi udało się wypracować branie, co uświadczyło nas w obraniu poprawnego kryterium selekcji miejscówek i zdecydowanie poprawiło humory. Karp nie był rekordowych rozmiarów, ale swoim wybarwieniem i walecznością nadrabiał wszystko. Dodatkowych emocji dostarczył nam hol z pontonu, w środku bardzo mglistej nocy. To jest właśnie to co kochamy w karpiowaniu. 


Ja, na branie na moim zestawie musiałem poczekać trochę dłużej. Dopiero 3 nocy jakoś około godziny 23.30 ze snu wyrwał mnie nieprzerwany niczym dźwięk sygnalizatora. Długość odjazdu jaki wykonała ryba świadczyć mogła o tym, że po drugiej stronie wędki mam bardzo charakternego sportowca, który zmusi mnie do dużego wysiłku podczas walki. Po wskoczeniu w ponton i dopłynięciu do miejsca, gdzie kończył się przypon strzałowy okazało się niestety, że ryba wypięła się i pozostała hak wbity w jedno w przybrzeżnych drzew. Pozostało tylko wrócić na pomost, ponownie wywieść zestaw i czekać na kolejne branie w przekonaniu, że w mojej miejscówce zaczęły pokazywać się karpie. Potwierdzenie, ze karpiom zasmakowały kulki, które wybrałem oznajmij dźwięk tego samego sygnalizatora niedługo po godzinie 3 w nocy. Znów czekała nas walka w podwodnym lesie z powalonych drzew. Na moje szczęście tym razem udało się wygrać tą walkę i mogliśmy cieszyć się z pięknego mieszkańca Jezioro Smolna na macie. Poczekał grzecznie w worku do rana, aby dostarczyć nam kolejnej dawki radości podczas sesji zdjęciowej. 



Jednak największy i niepowtarzalny dla mnie element jaki trwał podczas prawie całej tej zasiadki to realizacja projektu pt. Wędrówki Karpiarza, w realizacji As Pro Media, w którym wraz z Przemkiem Pająkiem staraliśmy się pokazać naszą zasiadkę karpiową. Niezwykła przygoda z niecodziennym klimatem. Jak się okazało realizacja takiego przedsięwzięcia kosztowała dużo pracy, ale muszę się przyznać, że jeszcze nigdy robienie czegoś nie sprawiało mi takiej przyjemności. Dodatkowe emocje towarzyszyły nam cały czas. Można powiedzieć, że wszystko co się działo przez te kilka dni człowiek przeżywał podwójnie. Każda ryba oraz każdy hol emocjonował nas jak nigdy jeszcze dotąd. Jestem pewien, że długo nie zapomnę tych kilku dni. 



Do końca trwania zasiadki Przemkowi udało się wypracować jeszcze kolejne brania karpi. Każdy z nich urzekał nas swoim wyglądem. Było to piękne dopełnienie tego wyjazdu. Ja na swoich zestawach gościłem już tylko leszcze jako przyłowy, które niestety są nieodzownym elementem naszych karpiowych przygód. 



Otwarcie przyznaje, że spędzenie tej zasiadki nad nową dla mnie wodą było czymś wyjątkowych. Uwielbiam to uczucie odkrywania nowego miejsca i poznawania nieznanego otoczenia. Jestem pewien, że taki właśnie tok naszych karpiowych wędrówek utrzymamy wraz z Przemkiem w przyszłości, a więc czas sprawdzić „gdzie nas jeszcze nie było”.



Robert Rakowicz 

1 komentarz:

  1. Jedna z ciekawszych zasiadek ostatnich lat, trzeba Robert to powtórzyć na innych wodach :)

    OdpowiedzUsuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !