Wiosenny wyjazd - glinianka Pogalewo


Wybór łowiska na pierwszą w tym sezonie zasiadkę nie był przypadkowy, w planach był niewielki zbiornik, gdzie woda szybciej się nagrzewa i gdzie zlokalizowanie karpi nie jest tak trudne jak w przypadku dużej wody, padło na niewielką gliniankę nieopodal Odry. To była glinianka PZW, od zeszłego roku przeszła w ręce karpiarzy, powstaje tam nowe łowisko karpiowe, o dzikim charakterze, woda kryje niezły potencjał, ale nie jest to łatwe łowisko, po spiętrzeniu wody o ponad dwa metry, kryje mnóstwo zatopionych trzcin, także dokładne rozpoznanie i sondowanie dna to podstawa na tej wodzie.
 Po przyjeździe nad wodę zastała mnie zima, temperatura - 5 stopni, woda do ok pół metra od brzegu przymarzła,  byłem tam jeszcze przed wschodem słońca ,  jak tylko wzeszło słońce temperatura wzrosła i od razu zrobiło się wiosennie i pełen entuzjazmu rozładowałem cały karpiowy majdan i wypłynąłem na wodę szukać miejscówek.

 Na środku zbiornika jest zalany wał , który dzieli zbiornik  na pół, wybrałem sobie stanowisko zaraz obok tego zatopionego wału.

Kilka godzin zajęło mi sondowanie, korzystając że byłem sam na zbiorniku przegruntowałem sobie większość miejsc, woda ma zróżnicowaną głębokość, są 6 metrowe dołki, blaty, wypłycenia,  zatoka o głębokości do 3 metrów, ze sporą ilością zatopionych trzcin, w niektórych miejscach stoki opadają gwałtownie do 5 metrów, na spadku już zaczął rosnąć wywłócznik który wyciągałem na stukadełku.
Znalazłem  dwie miejscówki jedna to półka na głębokości 3,80 a druga płytsza -  łagodny spadek zaraz za pasem zalanych trzcin  obok podwodnego wału.
Jeden marker postawiłem zaraz za pasem trzcin.
Na te miejsca powędrowały zestawy , nęcenie punktowe, tylko z pomocą pva, po zmierzeniu temperatury woda miała zaledwie 8 stopni, więc o zasypywaniu łowiska zanętą niema mowy, karpie jeszcze tak nie pobierają pokarmu jak w pełni sezonu.
Woreczki PVA wypełnione pokruszonymi kulkami, peletem i kukurydzą z konopiami powędrowały do wody.
Przez pierwszy dzień nic się nie działo, więc miałem sporo czasu na obserwowanie wody i budzącej się do życia przyrody.
Jaszczurki opanowały mój namiot
Dookoła zbiornika mnóstwo ślimaków a codziennie rano budziły mnie bażanty wędrujące z nad Odry, co jakiś czas słychać było sarny, a sam zbiornik zamieszkuje rodzina bobrów.
Na drugi dzień godzina 9 rano, swinger daje sygnał że coś jest w łowisku i  łagodnie idzie w górę a po chwili w dół, nie czekałem to nie lato gwałtownych odjazdów może nie być, i po chwili czułem pulsujący ciężar na końcu żyłki, to było to:)
Karp oczywiście poszedł w zatopione trzciny które są praktycznie wszędzie na tej wodzie, ale udało się go podebrać i pierwszy w tym roku karp golec wylądował na macie:) 

Waga pokazała  nieco ponad 10 kg, wielka radość, udane rozpoczęcie sezonu:)
Karp oczywiście w dobrej kondycji wrócił do wody
Woda w łowisku jest bardzo przejrzysta, dno widać do głębokości 2 metrów, więc końcowa faza holu kiedy ryba jest przy brzegu jest bardzo emocjonująca, ponieważ dokładnie widać wszelkie odjazdy karpia.
Zatopione trzciny są praktycznie na całym zbiorniku, woda nie jest łatwa.
Widok na zalany wał
Do końca zasiadki już nie udało się nic złowić, prawdziwa huśtawka pogodowa nie sprzyjała żerowaniu karpi, mimo to pierwsza wyprawa w tym sezonie bardzo udana, liczne spławy które obserwowałem przez całą zasiadkę pokazują że  woda kryje naprawdę spory potencjał.


autor: Przemysław Pająk


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !