Podsumowanie sezonu 2017 z CarpTravel Team Robert Rakowicz



Na początku bezwzględnie muszę stwierdzić, że rok 2017 był dla mnie bardzo rozwojowy w każdym aspekcie, jeżeli chodzi o tak piękną pasję jaką jest karpiowanie. Postaram się skupić tylko na najważniejszych wydarzeniach, które wraz ze zdjęciami będą dla mnie piękną retrospekcją, a czytelnikom tego artykułu pozwolą rozbudzić ich wspomnienia w zakończonego już roku. Muszę również dodać, że był to dla mnie pierwszy rok w barwach CarpTravel Team oraz pierwszy tak intensywny rok jeżeli chodzi wędkarstwo karpiowe. Zima 2016/2017 upłynęła zdecydowanie pod znakiem kompletowania sprzętu, obmyślania planów na cały rok, nadrabianiu zaległości w specjalistycznej prasie karpiowej i oczywiście wizycie w Poznaniu na Międzynarodowych Targach Wędkarskich Rybomania w celu sprawdzenia wszystkich nowości przegotowanych przez firmy karpiowe specjalnie dla pasjonatów tego sportu. Jednym zdaniem robiłem wszystko, żeby nie zwariować i dotrwać do wiosny i do pierwszej zasiadki w nowym sezonie.

Pierwsza zasiadka - wiosna
                Po krótkiej zimowej przerwie przyszedł czas na pierwszą wizytę nad wodą. Niestety jeszcze bez wędek czy sprzętu, jedynie w charakterze rekonesansu i wyboru miejscówki, gdzie spędzę w najbliższym czasie te kilka bardzo wyczekiwanych dni. Celem był około 50 ha zbiornik PZW o małej głębokości i raczej nie zróżnicowanym dnie, jednak z wieloma zatoczkami czy powalonymi drzewami, które tworzy idealne miejsca bytowania karpi. Pod koniec marca, jakoś 2 tygodnie po zejściu lodu z powierzchni spakowałem samochód i wraz z Przemkiem Pająkiem udaliśmy się na wodę. Pogoda nie była sprzyjająca. Temperatury w nocy oscylowały w okolicy zera, wiał silny wiatr chociaż w ciągu dnia na kilka godzin zza chmur wychodziło słońce pozwalające się trochę ogrzać. Po 3 dniach prób zlokalizowania karpi, niestety wciąż bez żadnych efektów miała nastać najzimniejsza noc tego tygodnia. Dokładnie o 21:00 gdy temperatura spadła do -3 stopni obudził się jeden z sygnalizatorów wydając pojedynczy dźwięk, który pozwolił zapomnieć o tym, jak jest zimno i rozbudził nadzieje o tym, że ryby przepływają w okolicy jednego z moich zestawów. Dwie godziny później było już wszystko jasne. Dzięki wysnuwającej się żyłce z kołowrotka sygnalizator wydał najpiękniejszy dźwięk jaki słyszałem od kilku miesięcy. Gdy podnosiłem wędkę wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a potwierdziło się to gdy ryba wylądowała na macie. Otworzyłem sezon pięknym ponad 15 kg lustrzeniem z wody PZW – swoim nowym osobistym rekordem z dzikiej wody.


                Jeszcze nigdy nie kładłem się spać z tak wielkim uśmiechem jak tej nocy. Czułem się spełniony do tego stopnia, że mogłem się spakować i wrócić do domu. Uczucie euforii towarzyszyło mi do samego końca zasiadki. Jak okazało się, że to nie był jeszcze koniec pięknych emocji. W ostatni dzień przy pięknym słońcu na kulkę o smaku Soczysta Morwa Profess skusił się kolejny, tym razem dużo mniejszy, ale bardzo urokliwy dzikusek. Z czystym sumieniem mogłem złożyć wędki i zacząć planować kolejny wyjazd.


Mały staw karpiowy – lato
                Lipiec jest miesiącem, w którym staram się zaplanować długi urlop od pracy i praktycznie cały wolny czas poświęcam rodzinie. Jednak nie darowałbym sobie niespędzenia chociaż kilku krótkich, jakże ciepłych letnich nocy nad brzegiem wody. W tym roku wybrałem bardzo kameralną wodę, znajdującą się w jednych rękach od dwóch pokoleń. Właściciel nieustannie dba o nienaganną kondycję 3 hektarowego zbiornika. Według mojej oceny jest to idealny zbiornik na szybkie 20-sto godzinne zasiadki. Nie wymaga zabierania ze sobą dużej ilości sprzętu, jednak walka z rybą wśród pięknych wysepek trzcinowych może przysporzyć wiele radości i adrenaliny. Postanowiłem sobie, że odwiedzę ten zbiornik 5 razy na przestrzeni całego roku zabierając ze są dokładnie ten sam zestaw kulek zanętowych oraz haczykowych. Możliwość połowu na 3 wędki wykorzystałem dzieląc przynęty smakami na śmierdzące, słodkie ora tzw. łamańce.


Zmienną na każdej zasiadce miało być miejsce. Zbiornik został mentalnie podzielony przeze mnie na „linię brzegową nr 1”, „pusty plac pośrodku”, „trzciny pośrodku wody”, „duże trzcinowisko w narożniku” oraz „linię brzegową nr 2”. Nadszedł czas zasiadki, gdzie celem było „duże trzcinowisko w narożniku”. Do wody powędrowały 3 zestawy umiejscowione z tą samą precyzją (ok. 50 cm od trzcin) obstawiając cały pas na około 40 metrach. Noc minęła spokojnie. Relaks słonecznego poranka w karpiowym fotelu przerwał bardzo głośny dźwięk wydawany przez prawy sygnalizator. Ryba oczywiście momentalnie zaparkowała w trzcinach. Walka o jej wydostanie trwała dobre 20 minut. Na szczęście cała akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Wraz z rybą na macie wylądowała wielka kępa trzcin z 3 ciężarkami oraz 30 metrami plecionki, które musiał tam pozostawić inny karciarz, niestety po przegranej walce z karpiem. Po kilku zdjęciach ryba wróciła do wody, a ja szczęśliwy do domu.


Cel 5 zasiadek na tej wodzie został zrealizowany, a z każdej z nich przywiozłem kilka cennych uwag i zapisków, które będą analizowane zimą tak, aby jak najlepiej zrozumieć zachowania karpi na tej wodzie. Mam nadzieje, że wyciągnięte wnioski pozwolą mi osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty w przyszłym roku. Wrócę tam na pewno.


Zlot klubu CarpTravel – lato
                Nastało lato i przyszedł czas na najważniejsze wydarzenie dla teamowiczów CarpTravel czyli wspólna tygodniowa zasiadka. Jest to czas, który zdecydowanie wszyscy  w całości poświęcają na relaks, długie nocne rozmowy o tym, co kochamy, jeszcze lepsze poznanie siebie i zintegrowanie przy wspólnie łączącej nas pasji. Z mojego punktu widzenia była to bardzo dobra okazja do rozwinięcia swoich umiejętności podczas pobytu nad nową dla mnie wodą, która to okazała się nie lada wyzwaniem . Dodatkowo mogłem spędzić mnóstwo czasu z najlepszymi ludźmi jakich znam. Każdy z nas ma indywidualne podejście do karpiowania, inne sposoby na przechytrzenie cypryniusów czy ulubione przynęty i sposoby połowu. Jednak w tym czasie nie ma miejsca na to, aby skupiać się na różnicach lecz, na tym, co nas łączy. Zasiadka była udana od samego początku do ostatniego dnia. Każdy z nas miał na swojej macie kilka pięknych ryb.




                Spędzając tydzień w gronie przyjaciół zastanawiałem się czy może być coś lepszego niż kilku znajomych, wzajemnie się dopingujących i wspierających w każdym działaniu. Odpowiedź musi być tylko jedna – oczywiście, że nie ma nic lepszego. Jest bardzo mało słów, które mogą oddać klimat panujący podczas takiej zasiadki. W czasach dużej popularności mediów społecznościowych i wielu portali o tematyce karpiowej bardzo fajną inicjatywą jest ostatnie dzieło założyciela CarpTravel czyli Poradnik Karpiarza. Strona w całości poświęcona naszej ulubionej tematyce, na której zawartość wpływ może mieć każdy mający trochę chęci i zamiłowania do dzielenia się wiedzą i doświadczeniami zdobywanymi nad wodą.


Tam również można znaleźć krótki film prezentujący kilka momentów ze złotu CarpTravel opisywanego powyżej.




Zawody Puchar CarpTravel 
             Początek jesieni to start w niezwykłych zawodach karpiowych, oraganizowanych przez nasz team. Miałem przyjemność wystartować na tej imprezie, partnerem był Donatan Trela z klubu. Ostatecznie, pomimo bardzo himerycznej wodzie, jaką była żwirownia, udało nam się zająć szóste miejce w klasyfkacji. Udana oraganizacyjnie impreza, która na stałe już zapisze się w kalendarzu imprez karpiowych.
Więcej info o zawodach zobaczycie tutaj: https://carptravel.blogspot.com/2016/12/iii-zawody-towarzyskie-puchar.html



Dzika woda – jesień
                Postawienie tezy, że wędkarstwo karpiowe obecnie jest najbardziej popularną techniką uprawianą przez polskich wędkarzy jest oczywistością. Świadczy o tym, chociażby ilość powstałych w niedalekiej przeszłości łowisk specjalnych czy jak ja wole je określać wód prywatnych, nad którymi nadrzędną zasadą jest Catch & Release. Tworzenie takich łowisk wynika z popytu jaki charakteryzuje cały świat karpiowy. Pomimo cały czas zwiększającej się ilości takich łowisk oraz wielu wód PZW, presja jaką wywierają wędkarze jest bardzo duża. Z doświadczenia wiem, że czasami nie łatwo jest wpasować się w bardzo napięte terminy wód prywatnych, dlatego coraz większym wyzwaniem jest znalezienie wody, na której nikt od długiego czasu nie wędkował. Jednak w 2017 roku udało się odnaleźć taką perełkę i dane mi było spędzić nad nią niecałe 3 dni.


Na zasiadkę wybrałem się wspólnie z Karolem. Kilka dni wcześniej rozpoczęliśmy planowanie z uwagi na to, że cały sprzętowy dobytek musieliśmy dostarczyć na stanowisko przy pomocy jedynie naszych mięśni. Skrupulatnie wybrany sprzęt, dopasowane przynęty i czasochłonne typowanie miejscówek położenia zestawów miało zapewnić nam dobrą zabawę i piękne ryby na macie. Nie pozostało nam nic, tylko uzbroić się w cierpliwość i poczekać na pierwsze efekty. Praca włożona w całe przygotowania zwróciła się bardzo szybko, bo już pierwszej nocy nasze plany o odespaniu całego ciężkiego tygodnia w pracy legły w gruzach. Pierwszy raz sygnalizator zabrzmiał około godziny 23:00, kiedy chwile wcześniej zasnęliśmy przy dźwiękach dobiegających z pobliskiego lasu. Kilka sekund na wyrwanie się ze śpiwora i oboje zameldowaliśmy się przy wędce. Branie było na moim zestawie położonym nieopodal piękniej, niewielkiej zatoczki utworzonej z przybrzeżnych trzcin. Można by rzec miejsce idealne. Po kilku minutowej walce z rybą na brzegu zameldował się pięknie wybarwiony, jesienny karp. Podążając za sprawdzonym sposobem wywiozłem zestaw dokładnie w to samo miejsce, zakładając na włos ten sam zestaw kulek. Jak się później okazało prawdziwymi killerami dla mnie był „zielony dublet” czyli kulka tonąca 16mm Amurowa Profess oraz pop up 12 mm Halibut & Czosnek Profess. Miejscówka była nęcona tylko pelletem Amurowym Profess lekko dopalonym boosterem o tej samej nucie. Dodam tylko, że wybór dobrze przemyślany i zdecydowanie nie przypadkowy. Cała linia brzegowa porośnięta trzcinami na pewno stanowi idealne miejsce bytowania karpi. Seria Amurowa kulek i pelletów posiada w sobie dodatek nostrzyka oraz tataraku, więc idealnie wpasowała się w charakter wody i nienachlanie zachęcała wygłodniałe karpie do pobrania jedzenia.


                Kolejne brania następowania w miarę równiej sekwencji około 2 godzin między każdym. Do rana mieliśmy z Karolem łącznie 4 worki w wodzie, a w każdym pięknego króla z rodziny ryb karpiowatych. Cieszyliśmy się, że ze spośród całego sprzętu zabraliśmy kilka worków więcej na zapas. Po śniadaniu, przy pięknych promieniach porannego słońca, byliśmy gotowi do sesji zdjęciowej.



                Do końca zasiadki jeszcze kilka ryb odwiedziło naszą miejscówkę, co było dużym powodem do zadowolenia. Jednak najważniejsze było to, że wspólnie z Karolem udało nam się ustalić idealną taktykę na tak naprawdę dziewiczą wodę. Było to dla nas nie lada wyzwanie, ponieważ żaden z nas nigdy nie miał okazji próbować się na tak „świeżej” wodzie. Taktyka stosowanego nęcenia, smakowo dopasowanymi smakami była trafiona w punkt. Na pewno jeszcze tam wrócimy w poszukiwaniu większych niekutych jeszcze okazów.


Żwirownia – jesień
                Długo planowana zasiadka wraz z Przemkiem, w końcu doszła do skutku. Oboje pełni pozytywnej energii spotkaliśmy się nad wodą. Po długim typowaniu miejsc położenia zestawów, rozbijaniu obozowiska i rozkładaniu całego sprzętu mogliśmy poświęcić czas na to, co najbardziej lubimy. Podziwianie natury, rozmowy o taktykach i sposobach przechytrzenia karpi były tematami przewodnimi. Czas mijał bardzo szybko, a my byliśmy naprawdę w dobrych humorach, ponieważ wszystko udawało nam się od samego początku. Piękna pogoda oraz woda nad, którą nie ma już tłumu plażowiczów i letnich imprez. Nikt nawet nie dostrzegał mijającego czasu bez żadnej presji.


                Spędzając godziny pod brolką marzyliśmy tylko, aby naszą konwersację przerwał dźwięk jednej z centralek. Na nasze szczęście przez te kilka dni kilkukrotnie udało się nam go usłyszeć. Współpraca od początku zasiadki zaowocowała pięknymi rybami na macie. Jednak wydobycie ich z głębin żwirowni nie było takie proste. Nie obyło się bez holi prosto z pontonu, ryzykownych prób uwolnienia ryb z zaczepów, poplątanych zestawów oraz spinek ryb z niewiadomych do końca powodów. Cichym celem, o którym nie mówiliśmy, ale jaki każdy z nas sobie postawił było zrobienie zdjęcia w tandemie z pięknymi jesiennymi karpiami. Trzeciego poranka mogliśmy zrealizować nasze założenie.


                Była to ostatnia wizyta w 2017 roku na tym zbiorniku. Jednak pewne jest to, że nasze zestawy już wiosną zostaną wywiezione w kolejne miejscówki tej tajemniczej wody.

Rekonesans przed zimową
                Koniec roku, tuż przez zimą to czas na wyjazdy tzn. rekonesans nad wody, które wspólnie z klubem chcemy odwiedzić w kolejnym karpiowym roku. Planów jest bardzo dużo, jesteśmy ambitni i wyznaczyliśmy sobie kolejne cele. Listopadowy wyjazd skierowaliśmy nad przepiękne zbiorniki na Kaszubach, leśne jeziora to miejsca, które chcemy odwiedzić w kolejnym sezonie.




Zima
                Temperatury spadają, a wraz z nimi aktywność karpi. Pozostało jedynie poświecić kolejny czas na wyczyszczenie sprzętu, skompletowanie brakującego ekwipunku i można rozpoczynać planowanie nowego roku. Będąc w trybie dynamicznego rozwoju w głowie aż mnożą się nazwy wód, które wspólnie z całym Team’em chcielibyśmy odwiedzić. Mam nadzieje, że kolejny sezon będzie tak udany jak ten, który właśnie minął i będzie nam dane w 100% zrealizować swoje założenia. Na koniec pozostaje mi tylko życzyć Wam spotkania na swojej drodze ludzi z taką pasją jakich ja miałem w namiocie obok podczas wszystkich zasiadek w tym sezonie. C&R.

Robert Rakowicz
CarpTravel Team




1 komentarz:

  1. Roberto graty udanego sezonu ! fanie że mogłem być jego częścią i wspólnie pięknie połowiliśmy.

    OdpowiedzUsuń

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !