Od mixu do karpia - domowa produkcja kulek


Większość karpiarzy, będąc na pewnym etapie rozwoju wędkarskiego, zastanawia się nad produkcją własnych kulek proteinowych w domowym zaciszu. Ale czy ta cała zabawa jest warta zachodu i poświęconego czasu? Przecież w dzisiejszych czasach dostęp do gotowych przynęt jest praktycznie nieograniczony, a sklepy stacjonarne lub te internetowe oferują nam firmowe kulki o rożnych nutach smakowo-zapachowych na każdą kieszeń.
            Mimo tak łatwego dostępu do róźnorodnych gotowych przynęt, wielu karpiarzy próbuje swoich sił w karpiowej kuchni. Stworzenie własnej kulki ma wiele zalet. To od nas zależy jaki będzie kształt, zapach, smak naszej przynęty oraz z ilu składników ją skomponujemy.
Dla mnie naważniejszym czynnikiem, który motywuje do produkcji swoich kulek, jest satysfakcja złowionej ryby na zrobioną przez siebie przynętę. Dlatego też przygotowania do sezonu 2018 postanowiłem rozpocząć od wykonania kulek proteinowych domowym sposobem. Miały to być kulki rybne, z dodatkiem wędzonej szprotki oraz naturalnego czosnku.


Podstawym składnikiem podczas produkcji moich kulek był mix bazowy 50 na 50 od polskiego procudenta- firmy Profess. W skład takiego mixu wchodzą: mąka sojowa pełnotłusta, maka sojowa odtłuszczona, makuch rzepakowy, makuch konopny, mąka kukurydziana, kaszka kukurydziana, zarodki kukurydziane oraz betaina. Tak urozmaicony skład spowoduje, że mix ten stanowić będzie dobą bazę przy tworzeniu  receptury. W moim przypadku było to 60% składników suchych, czyli 600 gram.  Równie ważne były mączki rybne. Z uwagi na to, że moją przynętą  miał być typowy "śmierdziel", użyłem do niej mączek LT 94 oraz  mączki Tuńczykowej w równej proporcji po 200 gram, co stanowiło kolejne 40% mojego mixu. Suche składniki trzeba dokładnie wymieszać ze sobą (tu pomocny okazuje się mikserem lub, jak w moim przypadku, wiertarka z koncówką do mieszania różnych zapraw).



Następnym etapem jest połączenie ze sobą składników płynnych. W osobnym pojemniku wymieszałem ze sobą: 8 jaj, starte wcześniej pół główki czosnku oraz zmielone 200g szprotki wędzonej.
Do tych składników dodałem również dwie łyżki melasy naturalnej,  dwie łyżki oleju rybnego, sól, cukier oraz odpowiednią ilość konserwantu. Osobiście uważam, że kulki z dodatkiem koserwantu nie są gorsze.   Wydłuża on znacznie datę ich przydatności oraz ułatwia ich przechowywanie. Składniki płynne trzeba dobrze ze sobą wymieszać.
Kolejna faza naszej produkcji to połączenie składników suchych i płynnych. Wyrobiona masa powinna mieć konsystencję plasteliny, dzięki czemu będzie dobrze się rolowała i zapobiegnie to pękaniu kulek w rollerze. Gotowe ciasto należy zawinąć w foliowy worek i odłożyć na ok. 30 min. tak, aby wszystkie składniki dobrze się związały i przeszły zapachem. Za pomocą maszynki do mięsa z odpowiednią końcówką wytworzyłem wałki, które następnie zrolowałem w rollerze. Tak powstałe kulki paruję około 15min używając do tego sitka i głębokiego  garnka.. Parowanie powoduje, że nie tracą one tak dużo zapachu i swoich składników odżywczych jak przy klasycznym gotowaniu.
Ważnym etapem, którego nie wolno zbagatelizować jest suszenie kulek.

Kulki suszę w ciepłym, suchym pomieszeniu przez 70 godzin. Po tym czasie mam pewność, że nic im się nie stanie. Następnie przesypuje je do foliowych worków z dwiema małymi dziurkami.
            Mając przygotowane kulki niecierpliwie wypatrywałem pierwszych oznak wiosny. Pogoda za oknem nie rozpieszczała. Deszcz ze śniegiem oraz niskie temperatury nie napawały optymizmem. Wiele zbiorników, przez taką zwariowaną pogodę, było długo pokryte lodem. Dopiero pod koniec marca nadarzyła się okazja na inaugurację sezonu. Prognozy były obiecujące- miało być ciepło, słonecznie, z mocnym, południowym wiaterkiem. Od kilku dni panował również niż ze stabilnym ciśnieniem. Pogoda idealna, więc nie zastanawiając się długo nastawiłem budzik na 3:30 tak, aby  jeszcze przed wschodem słońca mieć zestawy w wodzie. Na pierwszą zasiadkę wybrałem dobrze mi znany, nieduży zbiornik, dzięki czemu zaoszczędziłem dużo czasu na szukanie miejscówek. Po przybyciu na miejsce pogoda nie napawała optymizmem. Flauta i spory przymrozek ostudziły moje emocję, ale na szczęście tylko na chwilę.
Jeszcze przed wschodem słońca usłyszałem pierwszy dźwięk sygnalizatora....
To była jedna z najpiękniejszych chwil, gdy po długiej, zimowej przerwie, przy wchodzie słońca udało się złowić pierwszego kapra w 2018 roku. Radość była tym większa, że ryba była złowiona na własną kulkę proteinową wykonaną na komponentach  firmy Profess.

            Taktyka na dalsze łowienie była prosta. Mieszanka rybnych peletów w rozmiarze 2mm połączonych z zanętą -  Zielona Betaina & Halibut Ready Method Feeder Profess w skromnej ilości na zestaw. 
W ciągu dnia udało się dołowić jeszcze kilka ładnych miśków:

Podsumowując, moja pierwsza szybka zasiadka w 2018 roku była bardzo udana. Pogoda sprzyjała i złowiłem kilka pięknych karpi, z czego największy miał  10 kg. Może  kulka proteinowa w tym wszystkim nie jest najważniejsza, ale warto w nią wierzyć  i w momencie, kiedy uda nam się złowić na nią karpia, nasza radość będzie podwójna. Zachęcam wszystkich do spróbowania swoich sił w karpiowej kuchni !

Do zobaczenia nad wodą
Konrad Kwiatek
CarpTravel





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz - wpisz komentarz i wciśnij OPUBLIKUJ
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA I SUBSKRYPCJI !